Wspomnienia z nauki w Z.R.Z.I.

7 sierpnia 2018
20:05

Zapraszamy do lektury wspomnień kolegi Grzegorza!

Poznań, 24.06.2018 r.

Grzegorz Klonowski

Wspomnienia z pobytu w Z.R.Z.I.

Do Zakładu Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów W Poznaniu (obecnie S.O.S.W.) trafiłem niejako z przydziału. Byłem wtedy absolwentem O.S.W. W Policach. Nie był więc to mój pierwszy internat w życiu. Był to rok 1990, czas burzliwej transformacji ustrojowej w Polsce. Dla mnie naocznym przykładem tej transformacji był bazar przy ul. Bema, gdzie można było kupić niemal wszystko.

Moim pierwszym skojarzeniem z tamtych czasów jest smak sowieckiej czekolady, a właściwie wyrobu czekoladopodobnego, który był jeszcze mniej czekoladopodobny od tych z niedawnych czasów PRL-u. Można go było kupić na Bema za całą złotówkę.

Poznań był dla mnie jakby pierwszym etapem dorosłości. Po kilkuletnim pobycie w Policach czułem się już dorosły. W trakcie pobytu w Zakładzie przyznano mi rentę i mogłem się sam utrzymać. Odległość szkoły od domu rodzinnego w Klonowej koło Sieradza zmalała o połowę i mogłem już sam jeździć tam pociągiem. Jeździłem co dwa, trzy tygodnie, było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie.

Szkoła działa dosyć dobrze, chociaż po doświadczeniu z Policami wyposażenie sal wydawało mi się skromne. Natomiast warsztaty szkolne były dobrze wyposażone i rozległe.

Jedną z najbardziej „malowniczych” postaci wśród nauczycieli zawodu był pan Kąsinowski, który kierował tokarnią. Na wyposażeniu były różne tokarki, piły do metalu, nawet frezarka numeryczna i pneumatyczna gilotyna. Z tokarnią sąsiadowała ślusarnia, którą kierował pan Jędraszyk. Funkcjonowała też stolarnia z piłami taśmowymi, frezarkami do drewna i strugarkami. Były też warsztaty elektryczny i elektroniczny. Legendarną postacią był pan Grygiel uczący nas napraw małego sprzętu elektrycznego. Był trudny we współpracy, chociaż nie brakowało mu wiedzy fachowej. Na warsztacie elektrycznym uczono nas przewijania silników i transformatorów. Wydaje mi się, że kierował nim pan Nieborak.

W tym czasie na warsztatach mieliśmy bardzo dużo pracy. Wykonywaliśmy zlecenia dla zewnętrznych klientów. Początkowo płacono nam za wykonane prace nawet niezłe pieniądze, jak na uczniów. Snuto nawet plany, aby w ZRZI składać telewizory, które sprowadzano w częściach z zagranicy. W czasie mojej nauki w ZRZI za sprawą transformacji pojawiło się dużo sprzętu elektrycznego, który był stosunkowo tani. Naprawy i serwis przestały się opłacać. Tym bardziej, że sprzęt produkcji zachodniej był lepszy, a przynajmniej lepiej wyglądał, od tego z czasów PRL-u. Odbiło się to na kondycji warsztatów szkolnych, które w tym czasie mocno podupadły.

W szkole nauczycielem, którego najlepiej pamiętam była pani Knast. Uczyła polskiego, była ciekawą osobą, mającą aurę przedwojennej inteligencji. Nauczycielem stawiającym najwyższe wymagania była pani Deskur. Uczyła podstaw elektrotechniki. Dobrze wspominam też historię, której uczył pan dyrektor Schmude. Niestety zmarł w czasie mojej nauki w ZRZI.

Wychowawcą mojej klasy był pan Grzegorz Połczyński, uczył wychowania fizycznego. Był bezpośredni, dobrze wysportowany. Chyba cała klasa go lubiła.

Mam wrażenie, że młodzież, która trafiała wtedy do Zakładu była bardziej sprawna niż obecnie. Nie było osób z zaburzeniami neurologicznymi, które zakłócałyby pracę w klasie. Jeśli chodzi o sprawność ruchową, było z tym różnie. Jednak w mojej ocenie uczniowie byli zdecydowanie bardziej sprawni i samodzielni, nawet ci poruszający się na wózkach.

Internat robił wrażenie, że nic się w nim nie zmieniło od lat sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych. Największy wpływ na mnie miał wtedy kierownik internatu pan dr Andrzej Gajewski. Dostrzegł moje zdolności historyczne i zmuszał do działania w tym kierunku podsuwając ciekawe lektury. Dzięki niemu poznałem Jasienicę i Gołubiewa. Wiele dyskutowaliśmy, graliśmy w szachy. Mogę śmiało stwierdzić, że dzięki niemu czytam teraz więcej niż brukowca „Skandale”, który był wtedy poczytną lekturą. Znacznie przyczynił się to tego, że poszedłem na studia.

Z wychowawców internatu wspominam też miło panów Kotlarka, Susia i Szafałowicza. Z wychowawczyń przede wszystkim pamiętam panią Mirosławę Janowicz.

Mieszkaliśmy wtedy w pokojach czteroosobowych. Trafiłem bardzo dobrze, od początku stworzyliśmy z kolegami z pokoju zgraną paczkę. Do końca nauki mieszkali ze mną: Sławek Horała, Maciej Ewald i Marcin Idziak. Największy talent elektryczny przejawiał Maciej, żył tym. Doposażał własny warsztat, kupował narzędzia, sam coś składał. Dobrze nam był ze sobą, kilka razy w roku organizowaliśmy sobie imprezy.

Wtedy Zakład współpracował ze szkołą nauki jazdy, nawet plac manewrowy był na terenie szkoły. Dzięki pomocy wybitnych instruktorów udało mi się zdobyć prawo jazdy kategorii B. Mogę teraz prowadzić samochód bez adaptacji, co uznaję za dar niebios.

Po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Zawodowej poszedłem do technikum dla pracujących w Z.S.E. nr 2 na ul. Świt. Wtedy o integracji niepełnosprawnych nawet nie marzono. Ówczesny dyrektor ZSE 2 robił wszystko, aby mnie zniechęcić do nauki w szkole dziennej. Ostatecznie dopiął swego czepiając się tego, że nie znajdzie dla mnie praktyk z dostosowaniami. Nie ustąpiłem i zapisałem się do szkoły wieczorowej. Jeszce za PRL-u była to szkoła tylko dla pracujących, ale w moich czasach zniesiono wymóg pracy ze względu na duże bezrobocie. Zajęcia rozpoczynały się o 15:30 trwały do 20. Dyrektora w końcu chyba ruszyło sumienie i po dwóch miesiącach zaproponował mi przeniesienie się do szkoły dziennej, odmówiłem.

Do ZSE 2 poszedłem ze Sławkiem i Maciejem. Dzięki uprzejmości kierownictwa ZRZI nadal mieszkaliśmy w internacie. W ten sposób spędziłem w ZRZI 6 lat. Po rozpoczęciu studiów historii jeszcze dwa miesiące mieszkałem w internacie, po czym przeniosłem się do akademika.

Ostatnio dodane

Spotkanie świąteczne 2018.

SPOTKANIE ŚWIĄTECZNE Dnia 08.12.2018 r. o godz. 16.00 odbyło się kolejne spotkanie świąteczne. Spotkanie zorganizowaliśmy w internacie OSW w...

17.12.2018
09:07
Spotkanie przy grillu w plenerze.

Kolejne spotkanie za nami. Tym razem przy grillu w plenerze, czyli na przystani nad Wartą w Czerwonaku. Spotkaliśmy się nad Wartą na pięknej...

14.11.2018
09:58
Pierwsze spotkanie po wakacjach.

Po wakacyjnej przerwie wznowiliśmy organizowanie otwartych spotkań towarzyskich. Tym razem spotkaliśmy się w kawiarni Krafka. Poopowiadaliśmy o...

24.09.2018
18:29